poniedziałek, 10 maja 2010





Santiago!
Nic szczegulnego - naprawde taka europa poprostu, duzo krawaciarzy, Mcdonaldsow i drogich sklepow! Drogich nie drogich duzo ludzi z Argentyny przyjerzdza tu na zakupy elektroniczne o wszystko jest prawie o polowe tansze niz w pozdostalych krajach ameryki poludniowej a to z powodu specjalnych umow miedzy Chile a USA, Chinami czy Japonia!
Jedyna co zwrocilo moja uwage to tzw kawiarnie na nogach charaktewryzujace sie
skromnym aczkolwiek gustownym wystrojem mianowicie sa tam tylko wysokie stoly przy ktorych stoja eleganccy panowie w swoich lepiej lub gorzej skrojonych garniturach popijajacy spiesznie swoja po lunchowa kawe podana im przez smukle chodzace na stanowczo za wysokich jak na ta prace szpilkach panie!
Druga rzecza dosc a w zasadzie wogule niespotykana jak na Ameryke Poludniowa to... Polska bialo-czerwona exkluzywna restauracja z wielkim i polskim godlem na scianie! Serwujaca uwaga ... sushi!!! heheh i to podobno jedno z lepszych w miescie!
To wszystko co moge powiedziec - napisac o Santiago jeden dzien w zupelnosci mi wystarczyl i wieczorem udalam sie do slusznie przez wszystkich zachwaanaego portowego miesteczka Valparaiso! Od razu zakochalam sie w labiryncie waskich uliczek , szeregach schodkow siegajacych prawie do nieba i kolorowych graffiti znajdujacych sie doslownie wszedzie!!!
Do tego jeszce malutkie kawiarenki uroczo uzadzane schowane w roznych zaulkach Cerro Bellavista i Cerro Concepcion. To dwa glowne wzgorza gorujace nad portem!!

1 komentarz:

  1. Witam Gosiek spoko się to czytało oby wiecej pozdro Marcin!

    OdpowiedzUsuń