piątek, 14 maja 2010

Patagonia




Patagonia....
nic-nic-nic pustka w kolo, stepy, gory, 32godzin jazdy... patagonia!
Opuszczajac o swicie, czytaj o 9 rano, skapane w porannym sloncu Bariloche poczulam dziwne ogarniajace mnie uczucie sentymentu, patrzac na zloto-czerwone odbice gor w jeziorze Nahuel Huapi... jeszcze nie wyjechalam a juz tesknie... ciekawe za czym/kim...
Na nic zdalo sie moje podekscytowanie faktem iz uda mi sie przejechac prawie cala liczaca 5000 km slynna droge Ruta 40 biegnaca przez cala zachodnia Argentyne, rownolegle do pasma Andow, bedaca odzwierciedleniem slynnej amerykanskiej Road 66, gdyz z powodu nadchodzacej zimy zostala ona poprostu zamknieta. Autobus obiera wiec trase na wschod ku wybrzezu zachaczajac przy okazji o kilka miast na polnocy, jednym slowem to tak jakby chcac pokonac trase Warszawa-Krakow przejezdzac przez przez Gdansk, Augostow i... Sanok! I to jest wlasnie najkrotsza i najszybsza trasa, cuz , nie mam wielkiego wyboru jak zrobic dobre zakupy zywieniowe na nastepne 32h, zabrac cos do czytania/sluchania i uzbroic sie w ceche ktorej napewno mi brakuje... CIERPLIWOSC!!!
Po ok 25godz pogoda za oknem drastycznie sie zmienia, nie mija pol godz a autobus zwalnia do ok 40km/h droga nie odsniezona ale przynajmniej przejezdna, pocieszam sie ze wciaz jedziemy!

Cieszy mnie rowniez fakt posiadania sandalow, gdyz moje stopy normalnie nie grzeszace malym rozmarem, spuchly juz tak ze cierzko byloby mi ubrac jakiekolwiek inne buty wychodzac do toalety.

Skonczylam czytac ksiazke "Diary of Manchatan Calling girl", przerobilam 3 lekcje Hiszpanskiego na moim i-podzie, ogladlam 3 straszne filmy, bo tylko takie puszczaja w dlugodystansowych autobusach, zjadlam kilo sliwek, 4 banany, 2pomarancze ,kisc winogron i jakis zestaw obiadowy bedacy w cenie biletu, swiadczacy o tym ze linie ktorymi jade sa na poziomie(powiedzmy).... ktorys raz z rzedu przesluchuje plyte Officium Garbarka tak pasujaca w tym momencie do krajobrazu za oknem... i nic dalej jedziemy. Mleczny kolor nieba, mgla i snieg sprawiaja ze widok za oknem plynnie ztapia sie w jedna calosc! Cos w tym jest musze przyznac, bezkresne bezludne stepy patagoni sprawiaja iz popadam w coraz bardziej sentymanetalny nastroj a Garbarek wtym przypadku wcale nie pomaga!
Zmieniklam wykonawce... automatyczna wyszukiwarka znalazla Turnaua i "Znow wedrujemy" K.K. Baczynskigo hehe ten utwor tak bardzo kojarzacy mi sie ze sloneczna Indonezja... a tu Patagonia...
" ...pejzaz w powieki lekko wsiaka..."


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz