Kolejny nocny autobus by oszczedzic czas i pieniadze na hostelu, 22:20 wyjazd Mendoza-Santiago Chile.
Przebudzilam sie w nocy i widze znaki - do zobaczenia ponownie w Argentynie
co? jakto? kiedy? Przecierz ja musze miec pieczatke wyjazdu z argentyny !!!
Roznie to bywa z tymi granicami, czesto jadac w autobusie razem z miejscowymi trzeba sie dopominac zeby kierowca zatrzymal sie na granicy. Tak jak to bylo na granicy Brazylia-Argentyna kiedy to kierowca wprawdzie4 zatrzyal sie i wypuscil wraz z plecakami mnie i jeszce jedna pare z Angli abysmy mogli pozalatwiac formalosci paszportowe niestety on sam wraz z pozostalymi miejscowymi poprostu odjechal! Lub na granicy Peru-Boliwia kiedy to niby bezposredni autobus Cuzco-La Paz okazal sie autobusem Cuzco-granica. Przeszlam czesc peruwianskiej odprawy ... przechodze most-granice bez zadnego problemu , nikt o nic niepyta nikt nic odemnie niechce. Jestem juz po 2giej stronie i.. nadal nic zwykle miasteczko przy granicy pelne straganow sklepow i podejrzanie wygladajacych ludzi ale... nigdzie nie widze celnikow ani jakiejs odprawy czy czegos podobnego jest w prawdzie szlaban ktory jak ktos chce przejechac to poprostu wychodzi z samochodu podnosi i... prezjerzdza. Po oddaleniu sie jakies 100-150m od mostu moglabym poprostu isc dalej szukac autobusu. Niestety z doswiadczenia wiem ze jak owszem przejsc grznice jest latwo bez zadnego stepla niestety jak pozniej sie ktos do tego doczepi ze niemasz jakiegos stepla lub papierka ktory wcale niewygladal na wazny a byl...wtedy zadne tlumaczenia niewystarcza! Wrocilam wiec
i szukam usilnie czegos przypominajacego biuro migracyjne. I... wreszcie znalazlam bez oznakowania bez niczego co mowiloby iz wlasnie tu powinnam wejsc chcac zalatwic swoje papiery migracyjne!
Tym razem wiec jak tylko dotarlismy do granicy z Chile a kierowca oswiadczyl wszystkim -granica- i wyszedl gdzies wzielam swooje zeczy i poszla szybko zalatwic pieczatki gdyz wcale nieusmiechalo mi sie zostac tu w srodku nocy i szukac jakiegos innego autobusu gdyby ten mi odjechal! Okazalo sie ze granica jest zbiorcza w jednym okienku pan z Argentyny a w drogim pani z Chile! Popodbijalam wszystko tak jak trzeba i chce wracac do autobusu a tu widze ze caly autobus ( nie doslownie oczywiscie) dopiero idzie wraz z kierowca na czele ktory dowiedziawszy sie iz ja juz wszystko mam wpadl w czysta i nieukrywana zlosc -ze jakim prawem- i ze kto mi pozwolil- i ze caly autobus ma isc razem!
Okazalo sie ze formalnosci migracyjne z Chile sa zalatwiane bardzo rygorystycznie i ze podrozujac autobusem tzreba to robic grupowo itp!
Dowiedzialam sie rowniez iz obowiazuje bardzo rygorystyczny wwoz jakich kolwiek owocow czy warzyw do chile i ze caly bagaz jest sprawdzany!
Mialam w torebce jednego duzehpo grajfruta i wcale nieusmiechalo mi sie go wyrzucacv stanelam wiec w miejscu z olbrzymim napisem - to twoja ostatnia szansa- tu mozesz wyrzucic i lista zeczy ktore nie mozna wwozic do chile! Obralam wiec swojego grejfruta i ku wiekszej zlosci kierowcy zaczelam go stentacyjnie jesc!
Dworzec Santiago! Drogie toalety, zimno, brak poczekalni i niewygodne do spania lawki! Czwarta nad ranem to niezbyt dobra pora na zwiedzanie miasta postanowilam sie wiec przespac na jednej z lawek kilka godzin az zrobi sie jasno!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz