wtorek, 11 maja 2010




Moj pierwszy raz...
Zrobilam to, przekonalam sama siebie, pokonalam strach i ... skoczylam!!!
Oh jestem taka z siebie dumna, ale jesli mam byc szczera to ten jeden raz w zupelnosci mi wystarczy i wcale nie mam bynajmniej na razie ochoty probowac po raz 2gi! Wrocilam z Santiago do Mendozy tak naprawde tylko na dzien no moze 2 jesni wieczorne wyjscie... wypali tylko po to!
Przemiezylam wiec miasto w szerz i wzdluz w poszukiwaniu najlepszej agencji .. no coz nieprzyszlo mi to zbyt latwo bo cierzko okraslic ktora z nich jest dobra jesli tak naprawde nie wie sie nic o paralotnictwie! Z pomoca przyszla mi jedna polka(!) pracujaca w informacji turystycznej i w sumie dzieki niej zdecydowalam sie.
Godzina zero przypadla na 2 po poludniu, pod hostel ... podjechal zielony jeep z wczesniej juz zapakowanym na pace sprzentem! Po godzinie pieknej krajobrazowo drogi dotarlismy na szczyt Cerro Arco rozpoczynajace pasmo koldyliery od strony Mendozy, kilku minutowy instruktarz, przygotowanie sprzetu, trzesace sie nogi(!) kilku metrowy rozbieg i... nie czuje juz gruntu pod nogami tylko ja i przestrzeni... noi moze jeszcze istruktor zaraz za mna!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz