
Narszcie poniedzialek hehheheh nie przypuszczalam ze kiedykolwiek sie z tego bede cieszyc a tu jednak! W tym miescie jednak mieszkaja ludzie, jezdza samochody a sklepy sa otwarte :D
Wybralam sie na wycieczke w strone granicy z Chile poszlam na latwizne i wzielam toura z biura podrozy bo cierzko jest sie tam dostac innym sposobem ... no chyba ze ma sie wlasny samochod. Juz na poczatku wszlam w ostra nazwijmy to delikatnie wymaine zdan z 2ma holenderkami na ktore musielismy czekac przed ich hostelem ponad pol godz bo jeszcze spaly kiedy po nie podjechalismy. Na ich nieszczescie kuchnia w ktorej mialy sniadanie ma duze okna wychdzace na ulice doslownie centralnie na bus w ktorym czekalo 6 osob! No to byla juz drobna przesada jak zobaczylismy ze po tych 30min czekania az sie zbiora one jeszce bezczelnie beda spokojnie jesc sniadanie... nie wytrzymalam i poszlam powiedziec co ja i inni mysla!!! Tak wiec atmosfera od poczatku nie byla taka jak powinna! Doszedl do tego jeszcze przewodnik ktory ledwie mowil po angielsku i chyba lepiej by bylo jakby mowil po hiszpansku bo czesto ciezko bylo zrozumiec to co mowil! Wyjechalismy poza miasto przejezdzajac przez purpurowo-zlote winnice, kierujac sie prosto w strone koldyliery glownej-niesamowity widok!!! Dotarlismy wreszcie do punktu najbardziej mnie interesujacego Puente del Inca- naturalnego luku nad rzeka Vacas tzw: Mostu Inkow. I tu niestety dowiedzialam sie ze czesc mnie interesujaca jest: cerrado heh zamknietaz powodu bezpieczenstwa i ochrony skalnego nawisu! Musialam sie zadowolic czescia dostepna dla turystow :(
Kolejny postoj to brama wjazdowa do parku narodowego Aconcagua- Kamiennego Straznika najwyzszej gory Ameryki Polodniowej 6962 m.n.p.m wchodzacj w sklad Korony Zimi! Trzy godzinny treking w srone owej gorki i powrot do miasta!
Wtorek: rozterka wewnetrzna... co robic jechac do Chile Santiago, czy juz na polnoc bo zcas nieublagalnie leci! Pojawila sie jeszce jedna opcja wczoraj w busie poznalam jednego australijczyka ktory zawodowo zajmuje sie paralotnictwem i mocno rekomendowal mi sprobowanie tego sportu wlasnie tu w Andach... o 15 jechal razem z jakimis jeszcze ludzmi... ach strasznie chcialabym sprobowac ale... no musze sie do tego przyznac ja poprostu sie BOJE i to bardzo skakania z wysokosci!!! I w cale niemuwie tu o jakis wielkich rzeczach, zwykly skok do wody z wysokosci wiekszej niz metr przyprawia mnie o lekkie drganie nog! Przy skoku do wody z ok 3m w Meksyku podczas norkowania w cenotkach- zalanych jaskiniach, chwile wystalam sie na krawedzi probujac jakos to odwlec, w Laosie skaczac do wody z rozbujanej liny prawie sie zabilam puszcajac sie zbyt wczesnie... ech paralotnia i to jeszce w takim krajbrazie.... ale tego czego boje sie najbardziej to ze jak juz bede biec ... ze zatrzymam sie tuz nad krawedzia i poprostu spadne w dol a nie polece!
Z calego tego strachu wybralam opcje relaks!!! Gorace zrodla w Caczeuta tarasowo usytuowane na brzegu rzeki wszystkie baseny wykonane z naturalnego kruszca idealnie wkomponowywaly sie w skaliste zbocze porosniete kaktusami! Wygrzalam sie, wymoczylam, odpoczelam i spalilam na dekolcie i twarzy :D
Widze ze bawisz sie dobrze! Pozdro Tomek.K
OdpowiedzUsuńOch Kochana to ty jednak czegoś się boisz... :P Buziaki... z ciekawością odczytuję twoje kolejne posty na blogu... Masz dar do tego... :)
OdpowiedzUsuń